
Les Menuires, najlepsze narty pod słońcem. Witajcie w sercu Trzech Dolin, gdzie narty wpina się pod drzwiami rezydencji, a słońce świeci nawet wtedy, gdy prognozy mówią co innego. Jeśli tu dotarliście, to jesteście w raju.

Kurort dla fanów narciarstwa
Dojazd z lotniska w Genewie do tego narciarskiego raju zajmuje około trzech godzin. Przy pierwszym kontakcie z Les Menuires (1850 m n.p.m.) można niekiedy przeżyć rozczarowanie. Wita nas las wielkich apartamentowców, z których puryści architektury alpejskiej żartują, a złośliwi nazywają „betonowym snem lat 60”. Ale wystarczy jedno spojrzenie na mapę tras Les Trois Vallées (Trzech Dolin), by zrozumieć, że w tym miejscu fasady i wysokość domów mają drugorzędne znaczenie. Tu rządzi śnieg. Beton, który kocha narciarzy.
Les Menuires nie udaje szwajcarskiej wioski z piernika. To stacja zaprojektowana z matematyczną precyzją pod hasłem „ski-in/ski-out”. Nie będziecie tu nosić nart na ramieniu przez pół kilometra, przeklinając pod nosem ciężkie buty. Tutaj narty wpina się niemal przy łóżku jak w naszym trzygwiazdkowym „The Alpeen Experience Hotel” przy stoku. Pokoje może nie są zbyt duże, ale mają wygodne łóżka, porządne kabiny prysznicowe i sporo miejsca do relaksu po nartach. Kiedy pytam Francuza, przyjeżdżającego tutaj od 20 lat, czy nie przeszkadza mu widok wielkich blokowisk przy stokach, odpowiada z uśmiechem na ustach: „Mon ami, w Courchevel patrzą na twoje futro. W Meribel patrzą na twój portfel. A w Les Menuires, jak kładziesz krawędź w skręcie. To jest kurort dla tych, którzy naprawdę kochają jeździć”.
600 kilometrów wolności
W Les Menuires termin „stok” nabiera innego wymiaru. To centrum największego obszaru narciarskiego na świecie, gdzie na zjazdowców czeka 600 kilometrów wspaniałych nartostrad. Można rano wypić kawę w dzielnicy La Croisette, zjechać do Saint-Martin-de-Belleville na drugie śniadanie, a po południu szusować na lodowcu w Val Thorens, najwyżej położonej stacji narciarskiej w świecie (2300 m n.p.m.).
Szerokie trasy, idealnie przygotowane przez ratraki, są niczym jak autostrady, dające poczucie nieskończoności. Ale uwaga na Pointe de la Masse! To szczyt-ikona (2804 m n.p.m.). Widok z nowej platformy widokowej z panoramą na 360 stopni, na słynne szczyty na czele z Mont Blanc, sprawia, że nawet najwięksi twardziele wyciągają telefony, by zrobić zdjęcie. Zapominają, że przy minus 15 stopniach bateria iPhone’a żyje dokładnie 45 sekund. Zawsze jednak można się ogrzać kubkiem gorącej czekolady lub kawy w przytulnej restauracji „Le 2800”.


Tomek Winiarski, od 38 lat instruktor słynnej narciarskiej szkoły ESF (Ecole de ski Francais) i nasz niezastąpiony przewodnik, pamięta budowę nowej gondoli na La Masse, która ruszyła z rozmachem po pandemii. Była wówczas najszybszym wyciągiem w Europie, który w 8 minut pokonywał 1100 m. przewyższenia. Problemem nie jest jednak wywiezienie w górę dużej liczby narciarzy, jak mówi Tomek. Największym problemem jest zapewnienie im bezpiecznego zjazdu i odpowiednich tras dla wszystkich, które trzeba poszerzać i zmniejszać ich nachylenie, by szybko się nie niszczyły. I tak z La Masse poprowadzono piękną niebieską trasę z cudownym widokiem na Mont Blanc, na której idealne warunki utrzymują się do końca kwietnia. „Pamiętajmy jednak o dekalogu narciarskim, że słabszy narciarz i jadący z przodu ma zawsze pierwszeństwo. Żeby nie tarasować przejazdu innym i nie zatrzymywać się na środku trasy” dodaje Tomek Winiarski.

Tam, gdzie ser, tam dopisuje humor…
Narciarstwo w Les Menuires to nie tylko sport, to styl życia oparty na kaloriach. A konkretnie na serze. Serwują go najczęściej w formie fondue lub raclette niemal w każdej knajpie. Niezależnie, czy w słynnej „L’Antigel” na stoku czy w „Le Setor” przy trasach do cross country, gdzie jednego dnia trenowaliśmy biathlon. Siedzieliśmy potem przy stole, kiedy obok grupa Brytyjczyków właśnie zamawiała tartiflette – zapiekankę z ziemniaków, boczku i całego kręgu sera Reblochon. „Is this a side dish?” (czy to jest dodatek?), zapytał jeden z nich. Na co kelner, rodowity Sabaudczyk, spojrzał na niego z politowaniem: „Monsieur, to jest paliwo. Jeśli to zjesz, nie potrzebujesz wyciągu, sam wbiegniesz na szczyt”.
Faktycznie, po sabaudzkim lunchu wyzwaniem jest zapięcie klamer w butach narciarskich, które nagle wydają się o dwa rozmiary za ciasne. Ale zawsze można zmienić menu na lżejsze zwłaszcza, kiedy ma się ochotę na tańce. Jeśli podczas zjazdu ze szczytu Roc des Trois Marches usłyszycie dźwięk saksofonu, mieszający się z mocnym bitem, to będzie znak, że zbliżacie się do kultowej „Le Roc 7”. Utrzymana jest w stylu Italian Chic. Na tarasie królują kolorowe leżaki, wielkie okulary przeciwsłoneczne i atmosfera, która sprawia, że „przerwa na kawę” magicznie przeciąga się do dwóch godzin. DJ-e, perkusiści i wspomniani saksofoniści zadbają już o to, byście zapomnieli o zmęczeniu. Często obiady kończą się tutaj tańcami w butach narciarskich na stołach lub przynajmniej rytmicznym tupaniem. Można powiedzieć, że jest to włoska dusza w sercu Francji. Genialna pizza z truflami, domowe makarony i wyglądające jak małe dzieła sztuki desery pysznie prezentują się na tle górskich szczytów.


Subiektywna lista narciarskich „perełek”
Ale nie samym jedzeniem się żyje. Wybór tras w Les Menuires (160 km stoków) i w całych Trzech Dolinach ( 600 km) może przyprawić o zawrót głowy. Oto więc subiektywny zestaw „perełek”, czyli tras, które mają to coś – widok, unikalne ukształtowanie terenu, czy po prostu dają niesamowitą frajdę z jazdy.

1. Jerusalem (niebieska) – Ikona stylu
To absolutny numer jeden dla fanów relaksującej jazdy. Trasa prowadzi w stronę urokliwego Saint-Martin-de-Belleville. Nie jest stroma, ale niesamowicie „faluje”. Płyniesz po naturalnych pagórkach, a wokół rozpościera się panorama, która wygląda jak z pocztówki. To trasa, na której zapominasz o technice, a zaczynasz cieszyć się wolnością.
2. Covili (czerwona) – Sprawdzian dla nóg
Zaczyna się na legendarnym szczycie Pointe de la Masse (2804 m n.p.m.). To niemal 1000 metrów przewyższenia czystej satysfakcji. Trasa jest długa, wymagająca, ale bardzo szeroka. Na górze koniecznie zrób zdjęcie przy słynnej rzeźbie drewnianego koziorożca (Boukty) i naciesz oko widokiem na Mont Blanc.

3. Bouquetin (niebieska) – Ekspresowa przygoda
Również startuje z Pointe de la Masse, ale jest dostępna dla mniej zaawansowanych. Pozwala poczuć wysokogórski klimat bez walki o przetrwanie na stromiznach. Jest też świetnie skomunikowana z nową, ultraszybką gondolą, która wwozi na szczyt w rekordowe 8 minut.

4. Mont de la Chambre (niebieska) – Autostrada do nieba
Prowadzi ze szczytu o tej samej nazwie (2850 m n.p.m.), który jest strategicznym punktem styku Les Menuires z Val Thorens i Méribel. Jest bardzo długa (ponad 3 km) i oferuje spektakularne widoki na lodowce w Val Thorens. To idealne miejsce na „rozgrzewkę” przed wyprawą do sąsiednich dolin.

5. Lac Noir (czarna) – Dla twardzieli
Jeśli szukasz wyzwania i nie boisz się muld, to jest miejsce dla Ciebie. Często zostawiana w stanie naturalnym (nie zawsze wygładzana ratrakiem), co czyni ją rajem dla fanów technicznej jazdy. Wymaga dobrej kondycji, ale daje ogromną dawkę adrenaliny.
Pro-tip: „Liberty Ride”
W Les Menuires wyznaczono specjalne strefy Liberty Ride (np. w sektorze Masse). To bezpieczne, monitorowane, dziewicze obszary. Idealny kompromis: czujesz się jak na dzikim freeridzie w głębokim puchu, ale wciąż jesteś w granicach ośrodka.


Noc pod gwiazdami
Po udanym narciarskim dniu można skorzystać z innych atrakcji. Jazda skuterem śnieżnym to jedna z możliwości. Sznur kilkunastu skuterów po zmroku rusza za przewodnikiem. Najpierw kilka kółek po płaskim, a potem w górę… Krótki postój na podziwianie widoków. Księżyc w pełni, nad naszymi głowami rozgwieżdżone niebo, a w dole światełka Les Menuires. Bajka.

A może kolacja z dreszczykiem? To wyprawa do schroniska „Chalet du Sunny”, leżącego wysoko ponad stacją, na wysokości 2500 m n.p.m., która w blasku księżyca dostarczy nowych wrażeń. Kiedy na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy, a nad doliną zapada cisza, wsiadamy do … ratraka, na tył maszyny lub do przystosowanej kabiny i ruszamy pod górę. Oświetlone reflektorami stoki wyglądają jak z innej planety. Na górze czeka na nas prawdziwa uczta. Specjalnością lokalu są tradycyjne dania sabaudzkie: fondue, pierrade (mięso pieczone na gorącym kamieniu) czy raclette. Wszystko oparte na lokalnych serach i wędlinach. Na koniec nie zaszkodzi łyk mocnego genepi. Po kolacji zjeżdżamy ratrakiem w dół. W ciemności migoczą światła Les Menuires jak małe diamenty. To chwila, w której nawet najwięksi cynicy przyznają, że Alpy mają duszę.





