Skarby Morza Andamańskiego
Azja Reportaże Tajlandia

Skarby Morza Andamańskiego

Jeśli szukacie przygody, Południowa  Tajlandia będzie dobrym kierunkiem. Kusi ciepłym morzem, niezrównaną kuchnią, bajecznym krajobrazem.  Odkryjecie tam niezapomniane zachody słońca, niezwykłe krasowe jaskinie i przepiękne wyspy. Przez miliony lat te cuda rodziły się u boku matki natury, aby dziś zachwycać…  

By Elżbieta Pawełek


Jest parno i gorąco, ale morska bryza sprawia, że nie czujemy upału. Nasz stateczek z grupą ponad 30 pasażerów sunie w kierunku Zatoki Phang Nga.  Dużo o niej już słyszeliśmy: morze ma tam szmaragdowy kolor, a rozsiane gdzieniegdzie ostańce pokryte wapiennymi skałami – dziwne kształty. Jedne przypominają monstra, które jakimś cudem wynurzyły się z wody, inne sterczą ponad taflą morza niczym zielone maczugi… Ciszę przerywa tylko warkot silnika i wyrywające się czasem niektórym okrzyki zachwytu: wow! To wszystko, co widzieli wcześniej w kolorowych folderach, dzieje się naprawdę.

Wyspy z raf koralowych

„Witajcie w raju!”, rzuca kapitan z tajemniczym uśmiechem.  Niepostrzeżenie stateczek przenosi nas z cywilizacji hotelowo-turystycznej w sam środek dziewiczej natury. Deszcze płynące skalnymi szczelinami wyrzeźbiły gdzieniegdzie  jaskinie, galerie, cudowne stalaktyty. Najbardziej jednak intrygują nas malownicze, samotne  ostańce, które  pojawiły się na Morzu Andamańskim ponad 30 milionów lat temu! Kapitan fachowo wyjaśnia, że dawne rafy koralowe  pozostawiły po sobie wapienne szkielety, które utworzyły ogromny masyw. Podczas trzęsień ziemi, które ten rejon nawiedzają dość często, masyw się rozpadł i zaczęła go wypłukiwać woda. Wkrótce poziom morza się podniósł, inicjując erozję, która podzieliła masyw na wysepki i wspomniane ostańce…

Wykład kapitana zaczyna nas nużyć. Wbijamy wzrok w Anadamańskie Morze, jakby miała się z niego wynurzyć wodna nimfa. A tymczasem załoga spuszcza do wody kajaki, którymi będziemy zapuszczać się w świat jaskiń, odkrywać podziemne galerie, gdzie czasem pomiędzy stalaktytami i stalagmitami kryją się naścienne malowidła i buddyjskie ołtarzyki.

Zakotwiczony statek pozwala na wiele aktywności: można z niego skoczyć do wody dowolnym stylem,  na główkę lub na nogi,  można popływać wpław lub kajakiem i delektować się rajskim krajobrazem. Można zostać na pokładzie, sącząc chłodne piwo z poczuciem, że jedną nogą stanęło się w raju…

Dary dla Bogini Wody

Bufet na statku jest dobrze zaopatrzony, przekąski serwowane co chwilę. Zachwycamy się ognistymi daniami, z których słynnie tajska kuchnia, pysznymi makaronami (najbardziej popularny to „pat thai”, kombinacja smażonego makaronu, kiełków soi, jajka i tofu),  pastami curry, zupą „tom yam”, wyglądem przypominającą rosół, tyle że o posmaku trawki cytrynowej, jada się ją równocześnie z innymi daniami.  Są też moje ulubione owoce morza i królewskie krewetki dodawane dosłownie do wszystkiego. Choć trzeba przyznać, najbardziej okazale prezentują się kraby. Ale dobranie się do ich delikatnego mięsa to wyższa szkoła jazdy. I chyba nigdy nie nauczę się tej sztuki tak jak jedzenia pałeczkami…

Dzień kończy magiczny zachód słońca, jaki tylko zdarza się na pełnym morzu. Żadne zdjęcia nie oddadzą tej chwili. Wypływamy kajakami do jaskini, aby wszechmocnej Bogini Wody złożyć w darze uwite wcześniej kwietne wianki. W takim momencie można wymówić życzenie. Ciemność rozświetlają latarki i zapalone świece. Czas wracać.

Tajemnice Phang Nga

Południowa Tajlandia, ze względu na swój kształt, porównywana jest do trąby słonia. Ma dziką dżunglą, skaliste góry i szerokie plaże z mięciutkim piaskiem.  Różni się od reszty kraju. Zamiast pół ryżowych zobaczyć można tu zagajniki drzew gumowych, a zamiast pomarańczowych dachów świątyń buddyjskich, złote kopuły meczetów. Liczy czternaście prowincji, z których wybraliśmy jedną: Phang Nga, bliską sąsiadkę popularnej wyspy Phuket, w przeciwieństwie do niej leżącą na stałym lądzie. Rarytasem są tutaj  wspaniałe plaże w rejonie Khao Lak i starożytne miasto Takuopa Old  z ponad tysiącletnią historią.

Przed jednym z domów  tłum mężczyzn, pragnących  zobaczyć chłopaka, który utrzymuje,  że wstąpiły w niego duchy szamana. A skoro tak, to zyskał dar oczyszczania ludzi. W kolejce ustawia się wielu chętnych… Naszą uwagę przyciąga też  inny dom dwie przecznice dalej. To dom muzeum, gdzie zebrano pamiątki po chińskich emigrantach, którzy masowo napływali tutaj 60 lat temu w poszukiwaniu pracy,  aż stali się największą społecznością w Khao Lak. Chłopców chińskiego pochodzenia nazywano Baba.  Dziewczynki zaś Shiun Czin, ale że wymowa nastręczała trudności, wszystkich Chińczyków i ich potomków  nazywa się  Baba.

Ciasteczka dla duchów

Przed świątynią Wat Khong Kha Phi Muk  kłębią się ludzie, jakby odbywał się jakiś targ. W długich rzędach na ziemi siedzą kobiety z dziećmi i przyjmują dary, najczęściej drobne monety i ciasteczka. Akurat wypada Dzień Zmarłych, którego datę wyznacza  kalendarz księżycowy, więc jest to święto ruchome.  Tradycja nakazuje w ten dzień przynieść zmarłym jedzenie i picie, w przeciwnym razie  ich dusze mogą cierpieć. I mogą się zemścić.  Najczęściej przynosi się im ciasteczka wypiekane z mąki, ziemniaków, ryb w postaci ósemek, łódeczek itp. Każdy kształt symbolizuje coś innego: ubranie, pieniądze, szczęście.  Ciastka są niewielkie, bo wierzy się, że duchy mają małe usta…

Atrakcje Khao Lak

Leje jak z cebra. Ale wizyty w Fundacji Saori nie wypada przekładać. Tropikalny deszcz jest gwałtowny, po którym niebo gwałtownie się wypogadza i nagradza nas słońcem. Saori założono w 2004 roku , po tsunami, które szczególnie mocno w Tajlandii dotknęło rejon Khao Lak.  Wszystkie nabrzeżne zabudowania zostały wówczas zrównane z ziemią.  Tragedia , która w całym rejonie Oceanu Indyjskiego pochłonęła ponad 230 tysięcy ludzi, stała się jedną z największych katastrof naturalnych w historii ludzkości.

W sklepie należącym do Saorii można kupić torby, ubrania, różne ozdoby i kosmetyki  produkowane przez miejscowe kobiety. Każdy zakup jest wsparciem dla tutejszej ludności, dotkniętej tą straszną tragedią. Wydaje się, że po 15 latach od katastrofy zniszczony Khao Lak stanął na nogi i powrócił na  podróżniczą mapę. Ponad 20-kilometry pas spokojnych plaż, przy których powstały nowoczesne hotele, przyjazne dla całych rodzin, choćby takie jak Marriott, Khao Lak  stał  się idealnym miejscem na wypoczynek rodzinny.  Wszędzie baseny, leżaki, kwiaty…

Nad brzegiem morza ciekawy widok: rzędy palm, pod którymi rozłożono materace do masażu. Najlepiej zapisać się wcześniej, żeby potem nie stać w kolejce. Tajski masaż łączy akupresurę, rozciąga mięśnie i uwalnia ciało od stresu. Bywa bolesny, ale cóż znaczy ból w porównaniu z tym, że już po chwili człowiek czuje się jak nowo narodzony. I chciałby znów to przeżyć.  Tajlandia uzależnia.

Tekst: Elżbieta Pawełek

Zdjęcia: Autorka, materiały prasowe

Post Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: