IPW 2021 W LAS VEGAS
Ameryka

IPW 2021 W LAS VEGAS

IPW to organizowane od ponad 20 lat przez U.S. Travel Association największe i najbardziej prestiżowe wydarzenie turystyczne w USA, pokazujące różnorodną ofertę przyjazdową (Visit USA) dla branży turystycznej z najdalszych zakątków naszego globu. Każde spotkanie, co roku w innym atrakcyjnym miejscu (Los Angeles, Denver, Nowy Orlean, Waszyngton, Anaheim, Chicago, a w minionym roku Las Vegas), przyciąga tysiące zainteresowanych firm z 5 kontynentów i z ponad 70 krajów. Dzięki IPW w ostatnich latach udało się wygenerować podróże do USA za ponad 5,5 mld USD i połączyć amerykańskich organizatorów turystyki przyjazdowej z zagranicznymi nabywcami i przedstawicielami mediów w celu promocji ich produktów i usług oraz negocjowania przyszłych kontraktów. Po trwającej ponad 1,5 roku przerwie, związanej z pandemią i wynikającym z niej zakazem podróżowania w celach turystycznych, organizatorzy zapewnili wjazd oraz pełne bezpieczeństwo sanitarne dla ponad 6 tys. uczestników, w tym 600 dziennikarzy. To było wielkie święto ponownego zjednoczenia i otwarcia na świat.

Cytując wielkiego duńskiego pisarza Hansa Christiana Andersena: Podróżować to żyć. Zresztą takiego samego zdania był słynny rzymski pisarz, poeta i filozof Seneka. Twierdził on, że podróżowanie i zmiana miejsca dają nowe siły i wigor umysłowi.

Trwają już zapisy na kolejne spotkanie IPW planowane w Orlando na Florydzie w dniach 4–8 czerwca 2022 r. Jego areną ma być Orange County Convention Center (South Building), drugie co do wielkości centrum kongresowe w USA. Jego Valencia Ballroom ma większą powierzchnię niż Biały Dom w Waszyngtonie. Ta sala balowa może pomieścić nawet sześć tysięcy osób.

HOTELE I ATRAKCJE LAS VEGAS

Gdyby zapytać przypadkową osobę, z czym kojarzy jej się Las Vegas, odpowiedź byłaby oczywista: to hazardowy raj, kasyna otwarte przez całą noc, wielkie wygrane i bankructwa, miasto grzechu, koncerty i show największych gwiazd estrady, ale też miejsce, gdzie najłatwiej i najszybciej można zawrzeć związek małżeński. To wszystko prawda, ale na osobach, które właśnie przyjechały do tego najbardziej zaludnionego miasta w amerykańskim stanie Nevada, największe wrażenie, szczególnie wieczorem, robią magiczne oświetlenia, wielkie neony, bombardujące z każdej strony reklamy i filmy prezentowane na wielkich ledowych ekranach, rozświetlających ściany olbrzymich kompleksów hotelowych. Tę bajkową atmosferę odczuwa się najbardziej w centrum 650-tysięcznego Las Vegas, na Stripie, czyli ok. 6,8-kilometrowym Las Vegas Boulevard South, gdzie skupia się życie tej metropolii. Według NASA, Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (National Aeronautics and Space Administration), oświetlone ulice okolic Stripu widziane są nawet z kosmosu. Każdego roku Las Vegas odwiedza ok. 39 mln turystów. Tu także znajduje się aż 25 z 50 największych hoteli na świecie pod względem liczby pokoi, w tym The Venetian and The Palazzo (The Venetian Resort), który miałam okazję zwiedzić dzięki uprzejmości Keitha Salwoskiego, dyrektora ds. PR i komunikacji. Nie mogłam uwierzyć, że można z taką precyzją odwzorować charakterystyczne miejsca Wenecji, odtworzyć detale i stworzyć nastrój tego niepowtarzalnego miasta. Miałam przekonanie, iż wnętrza będą kiczowate, a wystrój mocno przesadzony. Im dłużej jednak przyglądałam się architekturze, gustownym i finezyjnym dekoracjom, tym bardziej oswajałam się z tym amerykańskim cudem. Z zewnątrz do hotelu można dojść przez „Most Rialto” do „Pałacu Dożów”, a stamtąd do centralnego punktu całego obiektu, gdzie umiejscowiono replikę Dzwonnicy św. Marka. Po „Grand Canal”, wokół którego zaprojektowano kafejki, restauracje i pizzerie, można pływać prawdziwymi gondolami (ceny zaczynają się już od 34 USD za osobę). Ten resort, wraz z T he Palazzo i Sands Expo and Convention Center, po raz kolejny został uhonorowany prestiżową Nagrodą Pięciu Diamentów (AAA Five Diamond Award), przyznawaną przez AAA – American Automobile Association. Cały kompleks oferuje łącznie 7117 pokoi i apartamentów oraz kasyno o powierzchni 11 tys. m2, co czyni go obecnie drugim pod względem wielkości hotelem na świecie (zaraz po First World Hotel w Genting Highlands w Malezji).

Las Vegas Strip, lynny odcinek Las Vegas Boulevard ze sztucznym jeziorem i ogromnymi fontannami Bellagio. Fot. arch. redakcji

W tym obiekcie działa też ok. 40 restauracji, serwujących dania i przysmaki niemal z całego świata. Wśród innych wspaniałych hoteli, które także zasługują na wyróżnienie i podziw, warto wymienić m.in.: Bellagio z 3950 pokojami i apartamentami, znany z cudownego pokazu tańczących fontann; Caesars Palace z 3960 pokojami i apartamentami, stylizowany na starożytny Rzym, z własnym „Koloseum” i „Fontanną di Trevi” oraz „Via Appia” z kompleksem butików sławnych projektantów, zlokalizowanym pod dachem w kształcie kopuły ze sztucznym, wiecznie bezchmurnym niebem; The Mirage z 3044 pokojami i apartamentami, z delfinarium i wybuchającym wulkanem (Secret Garden & Dolphin Habitat); Paris Las Vegas Hotel & Casino z 2916 pokojami i apartamentami, z repliką wieży Eiffla i kopią Łuku Triumfalnego (Arc de Triomphe du Carrousel); Circus Circus z 3773 pokojami i apartamentami, przeznaczony dla rodzin z dziećmi. Mieliśmy również okazję zwiedzić otwarty w lipcu 2021 r. ogromny kompleks Resorts World, w którym odbywaliśmy nasze spotkania biznesowe. W centralnym punkcie hotelu czekała na nas prawdziwa niespodzianka – luksusowy samochód rolls-royce phantom V, pokryty błyszczącym diamentowym lakierem. Jest jednym z siedmiu takich egzemplarzy na świecie. Oprócz auta wystawione zostały stroje estradowe należące do wspaniałego, ekstrawaganckiego amerykańskiego artysty, pianisty i aktora, cieszącego się wielką sławą w latach 50. XX w., znanego z niepowtarzalnych kreacji scenicznych – Liberace (1919–1987). Co ciekawe, Liberace miał polsko-włoskie pochodzenie (ojciec Włoch Salvatore Liberace, matka Polka Frances Zuchowska), a jego prawdziwe imię to Władziu Valentino.

Wiele osób z show- -biznesu twierdzi, że stworzone przez niego kreacje sceniczne do dziś inspirują współczesne gwiazdy estrady, np. Lady Gagę, Madonnę, Boya George’a czy Eltona Johna. To dzięki organizatorom IPW uczestnicy tego wydarzenia mogli zwiedzić i podziwiać te wszystkie wspaniałe hotele, ponieważ właśnie w nich byli zakwaterowani. Niewątpliwie główną działalnością Las Vegas są kasyna, czynne nieprzerwanie w dzień i w nocy. Przychody z hazardu przynoszą właścicielom krociowe zyski. Rekordową kwotę zanotowano w lipcu 2021 r. – wyniosła kilkaset milionów USD. To przyrost o 46 proc. w porównaniu do lipca 2019 r. W samym tylko nowo otwartym hotelu Resorts World w tym samym miesiącu wygenerowano z gier hazardowych ok. 40 mln USD. Kasyna to wielki biznes i niekończąca się fiesta. W jednej chwili można zostać milionerem, ale też stracić fortunę. Jak mówi przysłowie: fortuna kołem się toczy. Gdy poczujemy prawdziwy klimat rozrywkowego Las Vegas, łatwiej zrozumiemy, dlaczego wyjazd do Europy nie jest pierwszym wyborem dla Amerykanów. Jeśli podczas jednego weekendu można odwiedzić Rzym, Wenecję, Paryż i wygrać w kasynie pokaźną kwotę, to dalekie podróże za ocean schodzą na dalszy plan.

The Venetian and The Palazzo (The Venetian Resort) z repliką Wenecji
NAjwiększe miasto Nevady kojarzone jest głównie z grami hazardowymi oraz luksusowymi hotelami. Fot. arch. redakcji

Z LAS VEGAS 3 WYCIECZKI W 3 DNI PRZEZ 3 STANY (NEVADA, UTAH ARIZONA)

VALLEY OF FIRE

Zawsze przed oficjalnym rozpoczęciem każdego IPW organizatorzy przygotowują dla dziennikarzy wycieczki studyjne, których wybór zależy od ich indywidualnych zainteresowań i tematów, o których będą potem pisać. Kocham podróże w nieznane miejsca, przyrodę, ciekawe krajobrazy i parki narodowe, więc mój wybór był oczywisty – wycieczka do Doliny Ognia (Valley of Fire). Jest to najstarszy i największy park stanowy w N evadzie, utworzony w 1935 r. i zajmujący powierzchnię ok. 186 km². Z tutejszych osadowych warstw skalnych można się dowiedzieć o historii Ziemi sprzed ponad 150 mln lat. Tylko 30 min jazdy autokarem i 80 km dzieli Las Vegas od Valley of Fire State Park. Strasznie tu gorąco i sucho, jak to na pustyni, i co chwilę trzeba sięgać po wodę. Początkowo byłam trochę rozczarowana. Czytając o tym parku i oglądając setki niesamowitych zdjęć, liczyłam na to, że wszędzie zobaczymy ogniste kolory formacji skalnych. Tymczasem mijaliśmy tylko pomarańczowe skały, ale bez „efektu wow”. Zapewne tylko stali bywalcy wiedzą, gdzie i o jakiej porze należy dotrzeć, żeby wrażenie było powalające. Dopiero po znalezieniu się przy najpiękniejszej formacji skał tęczowych, tzw. Fire Wave, poczuliśmy prawdziwe piękno tej doliny. Suche tereny pustynne zastąpił teraz tęczowy, pomarańczowo-śmietankowy krajobraz z warstwami fantazyjnie skręconych, kolorowych, skamieniałych wydm. Geolodzy uważają, że mają one ponad 150 mln lat. Podziwialiśmy też inne wspaniałe rzeźby skalne podobne do uli czy słonia. Na dwukilometrowym szlaku Mouse’s Tank Trail nasze zainteresowanie wzbudziły świetnie zachowane liczne rysunki naskalne – petroglify – przypominające trochę te, które możemy podziwiać w piramidach w Egipcie. Mają one ponoć od ponad 1 do blisko 2,5 tys. lat i zostały namalowane przez Indian Anasazi. Niektóre osoby, spacerując po parku, miały szczęście spotkać muflony, przepióry czubate i jaszczurki. Jeśli lubimy fotografować, to na pewno warto tu pobyć do wieczora, wtedy efekty sesji będą wyjątkowe.

Rozległa Dolina Ognia (Valley of Fire) swot nazwę zawdzięcza ognistoczerwonym formacjom skalnym. Fot. arch. redakcji

PARKI NARODOWE ZION I BRYCE CANYON

O wycieczkach do trzech najbardziej znanych parków narodowych na południowym zachodzie USA marzyłam od wielu lat. Dopiero po zakończeniu naszego kongresu mogłam je zarezerwować w Las Vegas na stronie nationalparkexpress.com. Bardzo polecam ją wszystkim, którzy po raz pierwszy wybierają się w te miejsca. Ta forma zwiedzania będzie optymalna, jeśli ma się ograniczenia czasowe, tak jak ja. Lubię podróżować w małej grupie, bo wtedy można lepiej korzystać z wiedzy przewodnika. National Park Express oferuje nowoczesne klimatyzowane pojazdy, zapewnia bilety wstępu do parków, napoje oraz przekąski. Co najważniejsze, zatrudnia świetnych kierowców, którzy są jednocześnie przewodnikami podczas całej wycieczki. Jeśli ma się większą swobodę czasową, to oczywiście polecam wynajęcie samochodu i indywidualne podróżowanie, które daje możliwość zwiedzania bez pośpiechu ciekawych miejsc poza utartymi szlakami. Na wycieczkę do Zion i Bryce Canyon (cena 179 USD) wyruszyliśmy już o 5.00. Do tego pierwszego parku narodowego jedzie się ok. 3,5 godz. i trzeba pokonać mniej więcej 340 km. Potem czeka nas jeszcze 1,5 godz. podróży do Bryce Canyon. Nasz przewodnik opowiadał o historii Las Vegas, o tym, co zobaczymy po drodze i co po kolei będziemy zwiedzać. Po przekroczeniu granicy pustynnej Nevady, stan Utah powitał nas zupełnie innym krajobrazem. Zamiast pustyni pokazały się góry, zielone lasy sosnowe oraz tęczowe i pomarańczowo- -śmietankowe wzniesienia. Wjechaliśmy do Zion National Park od strony miasteczka Springdale, czyli od południa, i zatrzymaliśmy się w Visitor Center przy korycie legendarnej Virigin River, którą nazywa się tutaj „rzeką życia”. Zion znaczy „obiecany ląd – Syjon”, został tak nazwany przez pierwszych osadników pochodzących z Europy. To obecnie jeden z najczęściej odwiedzanych parków narodowych w USA. Liczni turyści uprawiają tu trekking, wspinaczkę lub delektują się widokami wodospadów, urwisk skalnych i rzek, zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Najbardziej popularne szlaki to Angels Landing i T he Narrows, prowadzący wzdłuż koryta Virgin River. Zazwyczaj przemierza się go z zanurzonymi w wodzie stopami, a czasami poziom wody może sięgać wyżej. Niestety nie mieliśmy okazji tego doświadczyć z powodu napiętego programu. Największą atrakcję stanowi jednak kanion Zion, który można podziwiać z drogi Canyon Scenic Drive. Wszystkie warianty zwiedzania Parku Narodowego Zion opisali Dorota Sulima i Paweł Jurkiewicz, autorzy przewodnika Odkryj Amerykę. Zainspirowali mnie do wybrania właśnie tych wycieczek. Po krótkiej przerwie kontynuowaliśmy podróż 40-kilometrową drogą Zion – Mount Carmel Highway w kierunku Bryce Canyon National Park. Duże wrażenie zrobił na mnie przejazd przez tunel o długości 1711 m. Wewnątrz niego przez specjalne okna widokowe można było podziwiać niesamowite kształty formacji skalnych i rzeźby z pomarańczowego i indywidualne podróżowanie, które daje możliwość zwiedzania bez pośpiechu ciekawych miejsc poza utartymi szlakami. Na wycieczkę do Zion i Bryce Canyon (cena 179 USD) wyruszyliśmy już o 5.00. Do tego pierwszego parku narodowego jedzie się ok. 3,5 godz. i trzeba pokonać mniej więcej 340 km. Potem czeka nas jeszcze 1,5 godz. podróży do Bryce Canyon. Nasz przewodnik opowiadał o historii Las Vegas, o tym, co zobaczymy po drodze i co po kolei będziemy zwiedzać. Po przekroczeniu granicy pustynnej Nevady, stan Utah powitał nas zupełnie innym krajobrazem. Zamiast pustyni pokazały się góry, zielone lasy sosnowe oraz tęczowe i pomarańczowo- -śmietankowe wzniesienia. Wjechaliśmy do Zion National Park od strony miasteczka Springdale, czyli od południa, i zatrzymaliśmy się w Visitor Center przy korycie legendarnej Virigin River, którą nazywa się tutaj „rzeką życia”. Zion znaczy „obiecany ląd – Syjon”, został tak nazwany przez pierwszych osadników pochodzących z Europy. To obecnie jeden z najczęściej odwiedzanych parków narodowych w USA. Liczni turyści uprawiają tu trekking, wspinaczkę lub delektują się widokami wodospadów, urwisk skalnych i rzek, zapierającymi dech w piersiach krajobrazami.

Pustynia Nevada. Fot. arch. redakcji

Najbardziej popularne szlaki to Angels Landing i T he Narrows, prowadzący wzdłuż koryta Virgin River. Zazwyczaj przemierza się go z zanurzonymi w wodzie stopami, a czasami poziom wody może sięgać wyżej. Niestety nie mieliśmy okazji tego doświadczyć z powodu napiętego programu. Największą atrakcję stanowi jednak kanion Zion, który można podziwiać z drogi Canyon Scenic Drive. Wszystkie warianty zwiedzania Parku Narodowego Zion opisali Dorota Sulima i Paweł Jurkiewicz, autorzy przewodnika Odkryj Amerykę. Zainspirowali mnie do wybrania właśnie tych wycieczek. Po krótkiej przerwie kontynuowaliśmy podróż 40-kilometrową drogą Zion – Mount Carmel Highway w kierunku Bryce Canyon National Park. Duże wrażenie zrobił na mnie przejazd przez tunel o długości 1711 m. Wewnątrz niego przez specjalne okna widokowe można było podziwiać niesamowite kształty formacji skalnych i rzeźby z pomarańczowego piaskowca. Zaraz za tunelem tęczowe kolory skał i kanionów nabrały intensywności. Niewiarygodne, jak natura na przestrzeni lat stworzyła te wszystkie cuda. Przystanek przy Checkerboard Mesa (1990 m n.p.m.) to miejsce, gdzie zniknęły już odcienie czerwieni, a pokazały się szarości i biel. Na ogromnym wzniesieniu skalnym dostrzegliśmy przedziwny wzór wgłębień w kratkę. Ruszyliśmy dalej w kierunku Bryce Canyon, który nie jest prawdziwym kanionem, bo nie utworzyła go rzeka, ale erozja termiczna i chemiczna. Przez ponad 200 dni w roku w ciągu doby na obszarze parku występują zarówno temperatury dodatnie, jak i ujemne. Geolodzy twierdzą, że erozja przebiega w tempie od 60 do 130 cm na 100 lat. Miłośnicy parków uważają, że w Bryce Canyon najważniejsze do zobaczenia są „amfiteatry”, w których rozgrywają się coraz to nowe spektakle. Te wspaniałe możliwości natury zostały wykorzystane przez znanych reżyserów przy kręceniu takich filmów, jak Indiana Jones i ostatnia krucjata (reż. Steven Spielberg, 1989 r.), Thelma i Louise (reż. Ridley Scott, 1991 r.) oraz Mission: Impossible (reż. Brian De Palma, 1996 r.). Po dotarciu do Sunrise Point (2438 m n.p.m.), Sunset Point (2414 m n.p.m.) i Bryce Point (2530 m n.p.m.) można było podziwiać spektakularną panoramę kanionu. Było jednak zdecydowanie zimniej niż w Z ion. Występują tutaj duże wahania temperatury. Przewodnik ostrzegał, że wiele osób może odczuwać również brak tlenu i doradzał spokojny spacer. Ci, którzy zaplanowali trekking szlakiem Navajo Loop (2,2 km długości) w dół kanionu, powinni pamiętać, że muszą wrócić przed zachodem słońca. Różnica wysokości to tylko 157 m, jednak wyraźnie odczuwa się zmęczenie i trudności w oddychaniu. Jest jeszcze wiele innych punktów widokowych, ale oczywiście nie da się wszystkiego zobaczyć podczas jednodniowej wycieczki. Na pewno tu wrócę! Dla mnie Bryce Canyon to największy cud przyrody, jaki do tej pory widziałam. Z kolei dla geologów to skalne grzyby czy też pinakle, które utworzone zostały w wyniku erozji i ciągle ewoluują. Tutejsze iglice, powstałe ze skał i minerałów, określane są także mianem hoodoo. Ja spotkałam się już z tą nazwą, będąc w N owym Orleanie. Tam hoodoo to rodzaj magicznych praktyk uwzględniających ludzką duchowość w poszukiwaniu symbolicznych drzwi do świadomości. Ja właśnie otworzyłam takie magiczne drzwi, obcując z tym kosmicznym krajobrazem. Skupione razem w formacjach, czerwonopomarańczowe, strzeliste wieże przypominały mi gotyckie budowle sakralne, wieże strażnicze albo truskawkowo- -śmietankowe włoskie lody z automatu. Jak głosi legenda Indian Pajutów, te skalne formacje to złe istoty zamienione w kamienie przez potężnego boga-kojota. Niektóre z nich otrzymały nawet nazwy, np. „Królowa Wiktoria”, „Młot Thora”, „Myśliwy” czy „Dwa Mosty”. Przekształcanie się formacji skalnych i tworzenie nowych łuków, mostów, kanionów szczelinowych i rzeźb trwa nieustannie, bo proces zamrażania i odmrażania wody wewnątrz skał także postępuje nieprzerwanie od milionów lat. Kto wie, co odkryją ludzie w warstwach skalnych za następne kilkaset lat… Czy będą nazywać nasze czasy okresem zagłady naszej planety? Czy będziemy postrzegani jako najgorsze zło, które spotkało Ziemię? Te niezapomniane widoki i obcowanie z historią naszego globu zapisaną w warstwach skalnych dały mi dużo do myślenia. Interesujące wiadomości o tworzeniu tego wspaniałego dzieła sztuki przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Trudno sobie wyobrazić, że każda warstwa skał osadowych opowiada o pewnym rozdziale z życia Ziemi. Grand Staircase, czyli Wielkie Schody, składają się na tę wspaniałą historię – od Parku Narodowego Wielkiego Kanionu (Grand Canyon National Park) na dole (w północnej części stanu Arizona), przez Zion National Park w środku i Bryce Canyon National Park na samej górze (oba w południowo-zachodnim Utah). Ta opowieść liczy ok. 525 mln lat i wciąż jest kontynuowana.

Kanion Ebenezera Bryce’a – niecka w kształcie amfiteatru powstała w wyniku erozji termicznej i chemicznej. Fot. arch. redakcji

GRAND CANYON WEST

Wielki Kanion, położony w Arizonie, to oczywiście ważny punkt na naszej mapie zwiedzania. Został wyrzeźbiony przez rzekę Kolorado na przestrzeni ok. 17 mln lat. Jego długość to prawie 450 km. Kanion jest podzielony na 4 części, tzw. Południową Krawędź – South Rim, Północną – North Rim, Zachodnią – West Rim i Wschodnią – East Rim. Ja zdecydowałam się na wycieczkę do jego zachodniej części. Wyruszyliśmy o godz. 6.00, kierując się w stronę Mike O’Callaghan–Pat Tillman Memorial Bridge, inaczej zwanego Hoover Dam Bypass Bridge, bo budowa tego 579-metrowego mostu pozwoliła na ominięcie zatłoczonego i niebezpiecznego odcinka drogi biegnącej wzdłuż betonowej Zapory Hoovera. Z Mike O’Callaghan–Pat Tillman Memorial Bridge mieliśmy świetny widok na Hoover Dam, największe osiągnięcie inżynierii lat 20. i 30. XX w. Zaporę zbudowano wielkim wysiłkiem ludzkim w Czarnym Kanionie (Black Canyon) na rzece Kolorado, na granicy stanów Nevada i Arizona. Do 1942 r. była największą na świecie elektrownią wodną i konstrukcją betonową. Została pokonana przez Zaporę Grand Coulee na rzece Kolumbii, w stanie Waszyngton. Robotnikom pracującym przy budowie Hoover Dam zapewniono mieszkania w nowo stworzonym przez rząd USA mieście, Boulder City, oddalonym od Las Vegas o 42 km. To do tej pory jedno z dwóch miejsc w N evadzie, gdzie hazard jest zabroniony – innym jest miasteczko Panaca. Powyżej zapory znajduje się sztuczne, malowniczo położone jezioro Mead. Ma ono powierzchnię 640 km² i głębokość 162 m. Po przekroczeniu granicy stanu Arizona ruszyliśmy w kierunku Grand Canyon West (cena wycieczki to 119 USD). Po drodze mijaliśmy wspaniałe lasy z drzewami Jozuego (Joshua tree), nazywanymi również jukkami krótkolistnymi, należącymi do rodziny szparagowatych. Nad naszymi głowami przelatywały helikoptery firm Maverick i Papillon, które oferują loty widokowe nad Wielkim Kanionem. Po dotarciu na parking przesiedliśmy się do małych busów, które dowiozły nas do głównych punktów widokowych. Mieliśmy cztery godziny, żeby zobaczyć wszystkie ważne dla nas miejsca. Przewodnicy poinformowali, iż wkraczamy na teren rezerwatu Indian Hualapai i proszą o uszanowanie ich obecności, zwyczajów i zachowań. Pierwszy punkt widokowy to Eagle Point, nazwany tak od formacji skalnej w kształcie orła, ale także od krążących nad kanionem ptaków. Nad krawędziami ustawiono drewniane płotki, bo zdarzały się tu samobójstwa i śmiertelne wypadki. Część osób zdecydowała się na wykupienie dodatkowego biletu za 26 USD na Skywalk, czyli szklany most w kształcie podkowy. Jest on zawieszony na wysokości ponad 1200 m. Poprzez szklane podłogi rozciąga się spektakularny widok na dno kanionu. Zwiedzaliśmy także skansen Indian Hualapai, w tym namioty tipi i domy budowane z kamienia i gliny. Na terenie rezerwatu można także kupić różnego rodzaju ozdoby i ręcznie wykonaną biżuterię. Poza tym obejrzymy tutaj magiczny spektakl tańca i posłuchamy śpiewu Indian naśladujących głosy ptaków. Następny punkt widokowy, Guano Point, był oddalony o 15 min. Zachwycił nas wręcz nieprawdopodobnym widokiem na wijącą się jak wstążka rzekę Kolorado i formacje skalne w rozmaitych kolorach – od beżu przez pomarańcz i wanilię aż do ciemnego brązu. Nie bez znaczenia była gra światła, która wprowadzała bajkowe cienie, w zależności od kierunku naszego przemieszczania się. Zwiedzanie całego terenu wokół wysokiego klifu zajęło nam prawie dwie godziny. Otaczała nas prawdziwie magiczna aura. Przyroda pokazała niecodzienny spektakl zjednoczenia nas z Z iemią i Wszechświatem. Przypomniałam sobie, jak pod piramidami w Kairze podziwiałam nocny pokaz światła i dźwięku. Tutaj działo się to samoczynnie, bez dodatkowych efektów specjalnych. Przedzierające się między drzewami słońce oświetlało majestatyczne tęczowe wzgórza, a szum wiatru, wody i latających nad głowami ptaków tworzył co chwilę inną, niepowtarzalną kombinację. Nikt nie miał ochoty przerywać tego cudownego momentu. Przy Guano Point krawędzie nad przepaścią nie miały żadnych zabezpieczeń. Staraliśmy się więc trzymać w bezpiecznej odległości podczas robienia zdjęć. Zamiast płotków i innych zabezpieczeń spotkaliśmy kilku strażników parku narodowego, którzy sprawowali w tym miejscu opiekę nad turystami.

Grand Canyon West. Fot. arch. redakcji

KANION ANTYLOPY I HORSESHOE BEND

Przed nami ostatnia, ale także bardzo wyczekiwana wyprawa do jednego z największych cudów świata – Kanionu Antylopy (nazywanego też Kanionem Korkociągu), uformowanego przez nieprzerwanie płynącą wodę. Na tę wycieczkę (jej cena to 179 USD) można wybrać się jedynie w małej grupie turystów. Nie ma tutaj zwiedzania indywidualnego. Teren, na którym znajduje się ten kanion szczelinowy, należy do rezerwatu Nawahów, którzy oddają mu cześć, a szamani odprawiają przy nim swoje tradycyjne obrzędy. To Indianie są tu gospodarzami i jednocześnie najlepszymi przewodnikami. Jak nam wcześniej objaśniono, wewnątrz kanionu może być wąsko i niebezpiecznie. Podczas panowania wysokich temperatur zdarzają się nawet omdlenia wśród turystów. Kanion Antylopy jest podzielony na dwie części – górną (Upper Antelope Canyon), zwaną przez Nawahów miejscem, gdzie woda biegnie przez skały, oraz dolną (Lower Antelope Canyon), określaną przez nich mianem kamiennych spiralnych łuków. Przed wyjazdem na wycieczkę musieliśmy zadeklarować, który z kanionów chcemy zwiedzić. Decyzja była związana z przydzieleniem odpowiedniego przewodnika, a także możliwościami fizycznymi uczestników – ci turyści, którzy wybiorą Lower Antelope Canyon, będą mieli do pokonania trudne zejście kamiennymi schodami, a potem jeszcze kilka metalowych drabin. Przewodnik poinformował nas również, że u wrażliwych osób istnieje możliwość nasilenia objawów klaustrofobii. Musieliśmy zostawić w busie wszystkie rzeczy, oprócz aparatów fotograficznych. Przydzielono nam przewodnika, który przewiózł nas pick-upem, w dość niekomfortowych warunkach, do wejścia do Upper Antelope Canyon. Zobaczyliśmy cienką szczelinę w pomarańczowej skale, która prowadziła do wnętrza kanionu. Przejście gęsiego, dość powoli, trwało ok. 40 min. Każdą minutę wykorzystywaliśmy na zrobienie unikatowego zdjęcia. Zjawiskowe kolory, spiralne kształty, a w górze światło przenikające przez szczeliny, to były wymarzone warunki do stworzenia oryginalnych kadrów. Jednak tylko nasz przewodnik znał doskonale te właściwe punkty ze słynnymi light beams, czyli wiązkami światła, które tworzą idealny klimat do zdjęć. Dzięki jego pomocy udało się uwiecznić te piękne obrazy na fotografiach. Po powrocie na parking ruszyliśmy na zwiedzanie Lower Antelope Canyon. Było tu bardzo wąsko i bałam się zejścia po metalowych drabinach. Dolna część kanionu jest węższa u dołu i szersza u góry, co może powodować u niektórych osób zawroty głowy. Półtoragodzinny spacer minął jednak bardzo szybko. Zostało nam na deser zwiedzanie ostatniego, niezmiernie barwnego miejsca, gdzie rzeka Kolorado tworzy malownicze zakole, według geologów formowane przez ponad milion lat. Z parkingu weszliśmy na 2,5-kilometrowy szlak prowadzący do Horseshoe Bend. Z powodu upału nie wszyscy zdecydowali się na ten spacer. Nie było łatwo, bo trasa prowadziła przez pustynną, piaszczystą drogę bez kawałka cienia. Temperatura w tym dniu była wysoka, ok. 38°C. Wysiłek się jednak opłacił, bo to, co czekało na końcu, rekompensowało cały trud. Dzieło rzeki Kolorado wprawiło nas w osłupienie. Stanęliśmy na prawie 300-metrowym klifie i nie mogliśmy wyjść z podziwu. Na żywo mogliśmy oglądać jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w USA, gdzie rzeka oplata skały, po czym zawraca pod kątem 270° – Horseshoe Bend. Tak jak przy krawędziach Grand Canyon West, tak i tutaj zabezpieczenie przed osuwającymi się kamieniami i piaskowcami nie wydawało się najlepsze. Przewodnik prosił nas o przestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa. Do Las Vegas wróciliśmy wieczorem, wiedząc, że następnego dnia wylatujemy już do Polski. Będę długo pamiętać i wspominać to, co udało mi się zwiedzić, mając jednocześnie ogromny niedosyt, że nie zobaczyłam więcej. W mojej głowie zagościł już pomysł na tym razem znacznie dłuższą wyprawę szlakiem tzw. Grand Circle, obejmującym najbardziej spektakularne parki narodowe w stanach Utah, Arizona, Kolorado i N evada (Zion, Bryce Canyon, Capitol Reef, Canyonlands, Arches, Black Canyon of the Gunnison, Mesa Verde, Petrified Forest, Grand Canyon i Great Basin). Mam nadzieję, że niebawem, po otwarciu granic USA dla turystów indywidualnych w listopadzie 2021 r., uda mi się ten plan zrealizować. Gorąco zachęcam wszystkich do odkrywania i zwiedzania wspaniałych parków narodowych USA! Zacytuję w tym miejscu słowa brytyjskiego aktora komediowego, scenarzysty i podróżnika Michaela Palina: Kiedy złapiesz bakcyla podróżowania, nie ma na to żadnego lekarstwa, już wiem, że będę szczęśliwie chory do końca życia. Na terenie USA istnieją aktualnie 63 parki narodowe, zarządzane przez National Park Service, czyli Służbę Parków Narodowych. Najstarszy z nich to Yellowstone położony na terenie stanów Wyoming, Montana i Idaho (utworzony w 1872 r.), wpisany w 1978 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, a najmłodszy to New River Gorge w Wirginii Zachodniej (powstały pod koniec grudnia 2020 r.). Tylko największe parki narodowe zajmują powierzchnię ponad 15 tys. km², co odpowiada obszarowi naszego województwa małopolskiego. Wszystkie z nich leżą w stanie Alaska: Wrangla- -Świętego Eliasza (prawie 34 tys. km²), Gates of the Arctic (ponad 30 tys. km²) i Denali (blisko 20 tys. km²). Natura przygotowała tam dla nas fascynujące, niepowtarzalne widoki. W parkach narodowych USA możemy podziwiać m.in. zapierające dech w piersiach lodowce, wodospady, rzeki, jeziora, gejzery, bezkresne lasy, najwyższe drzewa na świecie (sekwoje wieczniezielone w Redwood National and State Parks w północnej Kalifornii, na czele z mierzącymi 115,85 m Hyperionem i 114,7-metrowym Heliosem) czy też pustynny klimat z najwyższą odnotowaną temperaturą na Ziemi (w Parku Narodowym Doliny Śmierci w Kalifornii i N evadzie – 10 lipca 1913 r. w Greenland Ranch, obecnie Furnace Creek, zmierzono rekordową temperaturę 56,7°C). Te wszystkie cuda natury czekają na odkrywców przez okrągły rok. Jak powiedział już w 1934 r. ówczesny prezydent USA Franklin Delano Roosevelt (1882–1945): Nie ma nic bardziej amerykańskiego niż nasze parki narodowe. Podstawową ideą stojącą za parkami jest to, że nasz kraj należy do ludzi, że wzbogaca życie nas wszystkich.

Zachód słońca nad Horseshoe Bend, uroczym miejscem nazywanym „Wschodnią Krawędzią Wielkiego Kanionu”

autor: Katarzyna Siekierzyńska

artykuł pochodzi z prestiżowego magazynu turystyczno-podróżniczego All Inclusive

Post Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: