
O tym mieście pod Krakowem słyszał każdy Polak, bo od wieków przyczyniało się do budowania potęgi naszego kraju. Jak opowiadają tutejsi przewodnicy, szacuje się, że dochód z solnych żup stanowił niegdyś nawet 1/3 dochodu królewskiego skarbca, a zarządcy kopalń byli znaczącymi postaciami życia gospodarczego.
Choć od powstania kopalni w XIII wieku minęło wiele stuleci, dziś też przynosi dochód, może nie tak namacalny, ale za to zapadający w pamięć… i serca turystów z całego świata. Dzisiaj w Wieliczce zagłębimy się w podziemny świat solnych korytarzy na dwóch trasach – turystycznej i górniczej. Ta pierwsza to must have wielu zagranicznych wycieczek, które odwiedzając Kraków, zaglądają także tutaj. Przemieszczając się po podziemnych szlakach, słyszy się języki z całego świata, choć polski niestety nie tak często… A szkoda, bo Wieliczka to prawdziwy unikat, miejsce wręcz artystycznych doznań, podziwu dla potęgi natury i ludzkiej pracy oraz wielu wzruszeń. A do tego miejsce przygotowane tak, że nawet najmłodsi i, na niektórych szlakach, osoby niepełnosprawne mogą się nim zachwycać. Najwyższa więc pora, by Wieliczka z powrotem stała się punktem szkolnych wycieczek jadących np. do Krakowa albo w Tatry i pomysłem na weekendowy wypad dla całej rodziny. Już sama historia początków kopalni zachwyca i intryguje. Związana jest z legendą o świętej Kindze, węgierskiej księżniczce poślubionej Bolesławowi Wstydliwemu. Wyjeżdżając z ojczyzny, wrzuciła do posiadanej kopalni soli swój zaręczynowy pierścionek. W cudowny sposób odnalazł się właśnie Wieliczce i dał początek kopalni. Takie to magiczne herstory doprawione białym złotem, bo tak niegdyś nazywano sól.

Z natury i ludzkich rąk
Zachętą do wizyty w Wieliczce jest dla wielu turystów zapewne chęć odwiedzenie miejsca wpisanego na pierwszą Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Stało się to w 1978 roku w uznaniu jej unikalności i wyjątkowej wartość dla ludzkości. Wielicka kopalnia znalazła się wtedy w gronie 12 niezwykłych miejsc. Od tego czasu nieprzerwanie przyciąga swoim pięknem, które jest dziełem i natury, i górników oraz dreszczykiem emocji, który towarzyszy wszystkim zjeżdżających windą do podziemnego świata. Do zobaczenia są długie korytarze, wysokie komory z mieniącymi się jeziorkami, ściany pełne solnych naturalnych dekoracji, kaplice, których było tu kiedyś ok 40, solne arcydzieła wykonane rękami górników-artystów. Te ostatnie są misterne, majestatyczne i niestety niezbyt trwałe, bo nikt jeszcze nie wymyślił metody na konserwację solnych dzieł pod ziemią. Gdy zacierają się rysy postaci, rzeźby muszą być wymieniane na nowe. Ale od czego jest tutejsza pracownia rzeźbiarska, dłonie i talent górników-artystów. Rzeźbiarskie hobby to tu rodzinna tradycja, podobnie jak praca w kopalni na różnych stanowiskach. Wiele solnych dzieł wyszło spod dłuta rodziny Aniołów. Jeden z jest przedstawicieli ma na imię… Michał, czyli nazywa się Michał Anioł. Czyż mogło być inaczej?!

Niektórzy nawet twierdzą, że… już 1-2 godziny pobytu w takim solnym mikroklimacie przedłuża nam życie o rok. Czemuż więc nie zagościć tu na dłużej?! Można tu skorzystać z turnusów rehabilitacji pulmonologicznej i podelektować się powietrzem czystym jak po burzy, pozbawionym alergenów, za to bogatym m.in. w jony chlorku sodu, które działają oczyszczająco i nawilżająco. Można tu przyjechać na pobyt w ramach skierowania NFZ i skorzystać z subterraneoterapii, na weekend przenocować w boksach dawnej stajni zaadaptowanej na miejsca do spania, skorzystać z warsztatów dobrego snu… A wszystko to m.in. w pięknej scenerii komory jeziora Wessel, z solankową wodą w cudownym malachitowym kolorze i otoczoną galeryjkami z miejscami do wypoczynku dla kuracjuszy. Relaks, spokój, a nawet ćwiczenia i dobrostan zapewnione…
Wędrując trasą turystyczną odwiedzimy m.in. kaplicę świętego Antoniego z solną rzeźbą króla Augusta II Mocnego, tą sprzed wieków, zobaczymy scenę ukrzyżowania, tym bardziej przejmującą, że rozmytą przez czas i pokłonimy się świętej Kindze w jej zapierającej dech w piersiach kaplicy… Dla chętnych jeszcze przejażdżka łódką… A do tego skalne nawisy, ściany, rzeźby, które wcale nie są białe, a mienią się wszystkimi odcieniami szarości, grafitu, srebra, beżu… Czysta magia…
Na początek tradycyjne „Szczęść Boże”
Trasę turystyczną zwiedza codziennie do… 8 tysięcy turystów, tę górniczą tylko 300, bo decydują o tym limity. Ta druga jest bardziej wymagająca do przejścia, zachowana w bardziej oryginalnej formie, nieco surowa, ale za to, to tu poznamy prawdziwy trud górniczej pracy. A do tego naprawdę podnosi adrenalinę!
Choć to przygoda raczej dla odważnych, to nawet gdy nie do końca lubimy zamknięte przestrzenie, warto się przełamać i podjąć to wyzwanie. Jest jedyne w swoim rodzaju, niezapomniane, a w trakcie dwugodzinnej trasy nie ma czasu na nudę.
To przygoda, ale i wyzwanie, bo kręte korytarze i zakamarki oświetla nam światełko z czołówki na kasku, przejścia bywają czasem wąski i nieco niższe, więc trzeba pochylić głowę… Pochylić ją także z szacunku dla tysięcy górników, zwanych tu zwyczajowo gwarkami, którzy przez stulecia wyrywali z głębi ziemi wielkie bryły tzw. bałwany i warzyli solankę, by pozyskać z niej białe złoto…

Ale zacznijmy od początku… Najpierw odprawa i szkolenie, by wszystkie względy bezpieczeństwa zostały zachowane. Ubieramy ochronne uniformy, kaski, bierzemy zestaw ratunkowy, no i swoje telefony, bo selfie zrobione w tej niezwykłej scenerii ma moc! Witamy się tradycyjnym pozdrowieniem „Szczęść Boże”. Potem zjazd windą w szybie Regis 57 metrów w dół, szybko i bezszmerowo, jak w drapaczu chmur… Dalej w czasie podziemnej wędrówki trasą górniczą zejdziemy jeszcze niżej, aż do 101 metrów… Wystarczy tylko wyobrazić sobie, że mamy nad sobą ciut mniej metrów niż liczy połowa budynku Varso Tower, oczywiście bez iglicy, i od razu robi się… gorąco… Emocji zresztą tu nie brakuje! Idziemy wsłuchani w barwną opowieść przewodnika o górniczym trudzie, wielkich osobistościach, które tu bywały np. Mikołaj Kopernik, Chopin, cesarz Franciszek Józef.
W komorze Boczaniec zobaczymy, jak wyglądają kopalniane rusztowania. To podpory zwane kasztami, z których niektóre liczą sobie ponad… 400 lat. Na drewnianych belkach odszukamy śladów pożaru, który miał tu miejsce w 1697 roku. Tu była też najstarsza w kopalni kaplica poświęcona świętej Kunegundzie, jednej z tutejszych patronek.
Zajrzymy do starej stajni, bo od 1518 roku konie pracowały tu razem z ludźmi. Ostatni wyjechał stąd w 2002 roku. Baśka, bo tak miała na imię klacz, długo przyzwyczajała się do życia poza kopalnią i wcale nie była taka szczęśliwy, bo tęskniła za swoim opiekunem i podziemnym życiem. Zobaczymy rynny z wolno płynącą solanką, solne tamy przeciwpożarowe, skalne nawisy, solne dekoracje i małe kapliczki. Idziemy wolno, czasem gęsiego, a co rusz kusi nas, by podotykać ścian wygładzonych rękami turystów, a nawet je polizać… Czy na pewno są takie słone jak drobinki z solniczki?!

Małym młoteczkiem odłupiemy sobie wyjątkową solną pamiątkę niczym kryształek, szkliste cacko albo niepozorny kamyk tyle, że megasłony… Zobaczymy, jak w górniczej gospodzie odpoczywano i czym się raczono dla pokrzepienia sił. Zatrzymamy się choć na chwilkę pod wilgotnym od solanki sufitem. A może skapnie nam choć kropelka… Mówi się tu, że gdy kropla solanki spłynie nam na dłoń, będziemy mieć powodzenie w biznesie, a gdy na głowę, nie zabraknie nam w życiu rozumu i rozsądku… No to na co się zdecydować? Trudny wybór, prawda?!
Poprzeciskamy się przez wąskie tunele i to nawet na kolanach, spróbujemy swoich sił w machaniu łopatą, kręceniu wodnym kołem, zobaczymy jakie techniczne udogodnienia ułatwiały pracę górnikom. Dostaniemy do wykonania zadanie, by na podstawie mapy znaleźć właściwy korytarz i nie zagubić się na trasie. To już trochę trudne! Do domu zabierzmy stąd specjalny certyfikat z pieczęcią, że my też tu byliśmy… I jeszcze posiedzimy chwilę w zupełnej ciemności i ciszy, wsłuchując się w głosy podziemi, niby niesłyszalne, a jednak pełne ukrytych opowieści o pracujących tu ludziach i zwierzętach, Skarbniku i świętej Kindze, modlitwach zanoszonych z prośbą o spokojny dzień pracy, górniczej braci z przeszłości…
Wyjedziemy na górę bogatsi o niezwykłe przeżycia i z postanowieniem, że tu jeszcze wrócimy. Wszak trasy dostępne dla turystów to tylko 1 procent tutejszych podziemi, może pojawi się więc coś nowego… A może po prostu zechcemy skorzystać z podziemnej strefy zdrowia i relaksu albo uczestniczyć w niedzielnej, porannej mszy w kaplicy świętej Kingi… Wielicka kopalnia zaprasza…

