
W sercu alpejskiej kuchni. Les Menuires, ulubiona miejscówka Polaków w Trzech Dolinach, stała się kulinarnym odkryciem. To nie tylko ser i francuska bagietka, o czym się przekonaliśmy, ale rarytasy godne największych stoków narciarskich świata. Urocze górskie knajpy mają tu specyficzny, alpejski sznyt, łączący luz z luksusem i odrobiną szaleństwa.

U Dziadka Nicolasa
Jeśli Les Menuires jest sercem Trzech Dolin, to Chez Pépé Nicolas jest jego duszą. Nie można zrozumieć tego miejsca, nie znając historii człowieka, który zamiast patrzeć na ośnieżone stoki jak na pastwiska, zobaczył w nich przyszłość regionu. Restauracja położona na zboczu trasy La Chasse, między Les Menuires a Val Thorens, to nie jest zwykły biznes gastronomiczny. To hołd dla Nicolasa Jaya – wizjonera, byłego burmistrza Saint-Martin-de-Belleville i człowieka, którego upór sprawił, że w latach 60. na tych pustkowiach w ogóle wbito pierwszą łopatę pod budowę stacji narciarskiej. Dziś Nicolas Jay ma w Les Menuires swoją ulicę i plac, ale jego prawdziwe dziedzictwo tętni w schronisku prowadzonym przez jego wnuki – Magali i Erica. Pépé Nicolas (Dziadek Nicolas) był pasterzem, który kochał te góry miłością surową. Kiedy ogłoszono plan budowy kurortu, wielu pukało się w czoło. On jednak wiedział, że turystyka to jedyna szansa dla biednej, rolniczej doliny. Mówi się, że Nicolas potrafił godzinami stać na mrozie, pokazując inżynierom, gdzie słońce operuje najdłużej, a gdzie śnieg utrzyma się do maja. To dzięki jego „nosowi” stacja jest dziś uznawana za jedną z najbardziej nasłonecznionych w Alpach.
Niebo w gębie – Chez Pepe Nicolas, fot. Marine VERNAZ / Rarytas – Le Roc Seven, fot. Elżbieta Pawełek
Menu pachnące halami
Wchodząc do środka, przenosimy się w czasie. Wystrój to mieszanka alpejskiej staroci, starych nart i nowoczesnego designu. Ale to, co najważniejsze, dzieje się na talerzu. Restauracja posiada własną farmę i ogród alpejski. Serwowany tu ser Tomme de Savoie czy Beaufort często pochodzi z mleka krów, które latem pasą się dokładnie tam, gdzie zimą jeździ się na nartach. Serwowana tu zupa cebulowa, zapiekana z grubą warstwą miejscowego sera, to punkt obowiązkowy. Mówi się, że po jednym talerzu człowiek staje się nieśmiertelny – przynajmniej do końca dnia na stoku. Mimo że restauracja jest wysoko w górach, u Pépé Nicolasa można zjeść pyszne ryby z jezior sabaudzkich, w tym miętusa czy pstrąga potokowego. To miejsce ma duszę, może dlatego, że każdy kelner zna imiona stałych gości, a nowym gościom chętnie opowie historię dziadka Nicolasa… Wieczorem, gdy słońce chowa się za szczyty Masse, a na niebie rozbłyskują gwiazdy, łatwo zrozumieć, dlaczego Nicolas Jay tak bardzo walczył o to miejsce. To po prostu raj, który dla nas „wychodził” na własnych nogach.

Le Roc Seven: gdzie narty tańczą do bitu
Ruszamy kolejką na szczyty. Po kilku godzinach ostrej jazdy, czas na lunch, który na stokach Les Menuires jest czasem świętym. W południe trasy pustoszeją, za to knajpy są pełne. Jeśli podczas zjazdu ze szczytu Roc des Trois Marches usłyszysz dźwięk saksofonu mieszający się z mocnym bitem, to znak, że zbliżasz się do Le Roc Seven. To młodszy i nieco bardziej wyluzowany brat słynnych klubów z Courchevel. Jest to miejsce w stylu Italian Chic. Na tarasie królują kolorowe leżaki, wielkie okulary przeciwsłoneczne i atmosfera, która sprawia, że przerwa na kawę magicznie przeciąga się do dwóch godzin. Może dlatego, że można posłuchać tu muzyki na żywo. DJ-e, perkusiści i wspomniani saksofoniści dbają o to, byś zapomniał o zmęczeniu w nogach. Często obiady kończą się tutaj tańcami w butach narciarskich na stołach lub przynajmniej rytmicznym tupaniem. Jeśli chodzi o kuchnię, jest to włoska dusza w sercu Francji. Genialna pizza z truflami, domowe makarony i desery, które wyglądają jak małe dzieła sztuki. Nasza rada: rezerwuj stolik na zewnątrz, nawet jeśli jest mróz. Nagrzewnice i atmosfera „Apres-Ski” rozgrzeją Cię szybciej niż gorąca czekolada.

Le Chalet du Sunny: kolacja z dreszczykiem
To miejsce to już nie tylko posiłek, ale cała wyprawa. Chalet du Sunny leży wysoko ponad stacją Les Menuires, na wysokości 2500 m n.p.m., co po zmroku czyni je jednym z najbardziej odizolowanych i magicznych punktów w dolinie. Kiedy ostatnie wyciągi stają, a nad doliną zapada cisza, ruszamy do góry, siedząc wygodnie w środku ratraka. Oświetlone reflektorami stoki wyglądają kosmicznie… Na górze czeka nas prawdziwa uczta. Specjalnością Le Chalet du Sunny są tradycyjne dania sabaudzkie: fondue, pierrade (mięso pieczone na gorącym kamieniu) czy raclette. Wszystko oparte na lokalnych serach i wędlinach. I wszystko jest pyszne. Po kolacji przy blasku księżyca wracamy ratrakiem do stacji. W dole migoczą światła Les Menuires jak małe diamenty. To moment, w którym nawet najwięksi cynicy przyznają, że Alpy mają duszę.







